Infoportal24h.pl to serwis informacyjny aktualizowany na bieżąco.

adminAuthor Archives

Grecja wprowadzi złotówkę? Przesada,czy fakt?

infoportalfot. photoxpress.com
To już prawie pewne – Grecja wyjdzie ze strefy euro. Co jednak niespodziewane, to nie powróci do swojej dawnej waluty- drahmy, ale wprowadzi polską złotówkę! Złotówka zostanie nową światową walutą?

Kryzys w Grecji wciąż trwa. Wybory nie przyniosły rozstrzygnięcia, zwycięskie partie nie potrafiły sie porozumieć i wybrać rządu. Zapowiada się, że wybory mają zostać powtórzone. Problemy greckie powodują, że wyjście Grecji ze strefy euro jest przesądzone. Obecnie trwają techniczne i logistyczne przygotowania do tej skomplikowanej operacji.

Według specjalistów finansowych, rynki finansowe oraz przywódcy polityczni zaakceptowali rozłam strefy euro. Specjaliści uważają, że innego wyjścia na po prostu nie ma.

Wyjście Grecji ze strefy euro nie budzi już zdziwienia, jednak decyzja, jaką walutę przyjąć zamiast euro, już tak. Podobno greccy specjaliści uznali, że najlepszym wyjściem będzie dla nich przyjęcie polskiej złotówki!
Polska – „zielona wyspa” w kryzysowej Europie to wzór, który chcą naśladować Grecy.

Jak donoszą dobrze poinformowane źródła, trwają rozmowy pomiedzy Grekami a polskim premierem oraz ministrem finansów. Chodzą nawet słuchy, że minister Rostowski ma zostać wypożyczony do Grecji, żeby wyprowadzić greckiego Titanica na spokojne wody.

Czy tak faktycznie się stanie? Czy złotówka zastąpi grecką drahmę? Zobaczymy już niedługo!

To Yeti! On nas uratował!

infoportalfot. RF
Para austriackich trekkerów została uratowana u podnóża K2 przez Yeti! Czy mityczny stwór naprawdę istnieje? Turyści potwierdzają głośno – to był Yeti, nie mamy watpliwości.
Austriackie małżeństwo Johann oraz Klara Klaushoff mieli pecha. Podczas trekkingu w okolicach K2 w łańcuchu górskim Karakorum zostali złapani przez lawinę. Z pewnością przygoda ich życia zakończyłaby się tragicznie, gdyby spod lawiny nie wygrzebał ich… Yeti!

Tak, małżeństwo zostało uratowane przez mitycznego stwora, przynajmniej tak twierdzi austriacka para. Yeti wygrzebał ich spod śniegu i pędząc wielkimi susami wydostał ich z terenu ogarnietego przez lawinę. Wpółprzytomnych zostawił nieopodal miejscowości Gilgit, gdzie zostali odnalezieni przez tubylców.
Czy to był faktycznei Yeti? Zdania są podzielone. Do tej pory mityczny przedstawiciel niezidentyfikowanego gatunku (gatunków) zwierzęcia lub człowieka nie był widziany w tych okolicach. Według kryptozoologów Yeti występował w odludnych, wysokogórskich rejonach Himalajów (Indie, Nepal, Tybet, Bhutan) oraz Syberii. Skąd zatem wziął się w Karakorum?
Możliwe, że niedługa ta oraz inne tajemnice związane z Człowiekiem Śniegu zostaną rozwiązane. Johann Klaushoff postanowił odnaleźć mitycznego stwora i podziękować mu za cudowne ocalenie swoje oraz żony. Poszukiwania trwają. Będziemy Państwa informować w miarę napływania nowych wieści. Pozostańcie na nasłuchu!

Żadnej litości! Dwunastolatek zabity przez armię izraelską…

infoJamal i Muhammad al-Durrah (fot. AFP)
Strefa Gazy,teren sporny między Izraelem, Palestyną a Egiptem. Od lat dochodzi tam do rozruchów, podczas gdy kolejne państwa przejmują władzę. Niestety, często jest ona okupiona krwią niewinnych ludzi, jak choćby chłopca i jego ojca widocznych na fotografii.
Do zdarzenia doszło 30 września 2000 roku. Trwała właśnie Intifada Al-Aksa, czyli powstanie Palestyńczyków przeciwko izraelskiej okupacji. Okres pełen ataków terrorystycznych, linczów na niewinnych ludziach, zamachów samobójczych, których ofiarami padali Izraelczycy oraz akcji pacyfikacyjnych wymierzonych w Palestyńczyków.

Jamal al-Durrah i jego 12-letni syn Muhammad wracali z targu taksówką. Ale wskutek dużego tłumu wywołanego protestami, kierowca zatrzymał samochód. Mężczyźni zostali zmuszeni do pokonania drogi pieszo. Nagle znaleźli się pod ostrzałem.

Żeby uchronić się przed niebezpieczeństwem, ukryli się za murem. Przez 45 minut próbowali osłonić się od ognia. Jamal krzyczał w stronę izraelskiego wojska „Nie strzelajcie”. Ale armia nie zareagowała na jego prośby. Mały Muhammad otrzymał aż cztery kule i osunął się bezwładnie w ramiona ojca, który również został ranny. Jednak to nie był koniec walki. Na miejsce przyjechała karetka, ale nie dotarła do rannych. Jej kierowca został zabity. W sumie mężczyźni czekali 17 minut na pomoc medyczną. Mały Muhammad zmarł.

Armia izraelska przyznała się do zamordowania chłopca i wzięła za to pełną odpowiedzialność. Pojawiło się wiele wątpliwości, czy na pewno była to słuszna decyzja. Początkowo sugerowano, że chłopiec umarł wskutek kul wystrzelonych przez Palestyńczyków, ale szybko zostało to wykluczone. Sekretarz rządu Izraela, Yitzhak Herzog, podkreślał bierność strony palestyńskiej w ratowaniu dziecka. Policja palestyńska mogła przecież powstrzymać wystrzały. Ale nikt nie chciał podjąć rozmów z Izraelczykami, mimo że ci starali się porozumieć z dowódcą od kilku godzin.
Bez względu na to, kto ponosi winę za śmierć dziecka, najbardziej w losie chłopca i jego ojca porusza fakt, że oboje byli całkowicie nieuzbrojeni i zdani na łaskę innych. Nie brali nawet udziału w zamieszkach. Po prostu wracali z giełdy samochodowej. Starali się dotrzeć do domu, czyli do obozu dla uchodźców w Buriej.
Scena śmierci chłopca skrywającego się za swoim ojcem została sfilmowana przez francuską stację telewizyjną France 2. Początkowo materiał trwał nieco ponad minutę. Jednak Charles Enderlin, który relacjonował całe zdarzenie dla francuskiej telewizji, skrócił go do 59 sekund. Reporter wyciął ostatnią scenę, która przedstawiała drgawki przedśmiertne chłopca. Jednak wszyscy myśleli, że sfabrykował całe nagranie. Zupełnie zapomniano, że dziennikarz zawsze starał się dążyć do przedstawiania zdarzeń obiektywnie, jakiekolwiek by one nie były. Dodatkowo, Enderlin posiada obywatelstwo Izraela. Nie skłoniło go to do tuszowania niewygodnych dla jego kraju faktów.

Film nakręcił pracujący na zlecenie France 2, Talal Abu Rahma. Abu Rahma mieszkał w Strefie Gazy i prowadził tam biuro prasowe. Jego również nie ominęły zarzuty. Wielokrotnie był krytykowany, zarówno przez Izraelczyków jak i Palestyńczyków, za filmowanie niekorzystnych dla nich ujęć. Ale Abu Rahma również starał się pozostać bezstronnym. Na zarzuty o sfabrykowanie nagrania odpowiadał, że nigdy nie posunąłby się do czegoś takiego.

Pojawiły się wątpliwości, czy chłopiec na pewno został zabity. Niektórzy sugerowali, że na filmie widać, jak Muhammad patrzył w kamerę i udawał. Nie udało się udowodnić, że te podejrzenia są słuszne.

Nagranie było emitowane nie tylko na kanale France 2. Pojawiło się w głównych wydaniach wiadomości na całym świecie, także w telewizji palestyńskiej. Kadr z filmu znalazł się na pierwszych stronach gazet największych dzienników: „New York Times”, „The Independent”.

Zdjęcie chłopca doprowadziło do rozruchów w Palestynie i stało się zarzewiem kolejnych morderstw. 12 października 2000 roku rozwścieczony tłum dokonał linczu na dwóch żołnierzach z armii izraelskiej. Osama bin Laden również podawał śmierć chłopca jako jeden z powodów ataku na WTC 11 września 2001 roku.

Muhammad al-Durrah stał się męczennikiem palestyńskim. W krajach arabskich jego imieniem nazwano ulice i parki. Rodzice chłopca byli z niego dumni i wierzyli, że umarł w słusznej sprawie. Jego matka powiedziała: „Mój syn nie umarł na próżno. To było poświęcenie dla naszej ojczyzny, dla Palestyny”.

(mk/ac)

Apostazja w worku po ziemniakach?

infoportalfot. Instytut Ziemniaka
Przez dwa lata Ireneusz Kuczyński usiłował umówić się ze swoim proboszczem na dokonanie apostazji. Kiedy wszystkie próby zawiodły, wziął sprawy we własne ręce i dokonał apostazji w worku po ziemniakach!
Epopeja Pana Ireneusza zaczęła się ponad dwa lata temu.

- Obierałem ziemniaki do zupy, kiedy nagle naszła mnie myśl żeby dokonać apostazji. To było silniejsze ode mnie. Wstawiłem szybko na gaz cztery już obrane i pobiegłem do mojego proboszcza dowiedzieć się jaka jest procedura. Ksiądz powiedział mi, że się dowie, bo nie wie a przecież trzy lata temu w tej parafii już był taki przypadek.

Od tego czasu proboszcz unikał Pana Ireneusza czując nad sobą jego przewagę intelektualną.

- Boi się usiąść ze mną do rozmowy nawracającej, bo wie, że jestem wybitnym intelektualistą. Czytałem „Akademię Pana Kleksa”, „Przygody Tomka Sawyera” i prawie całe „W pustyni i w puszczy”. A także wszystkie komiksy z Thorgalem i większość Spidermana. Ponadto regularnie czytam „Tinę” i „Życie gwiazd” a kiedyś nawet rozwiązałem sudoku. Gdyby ze mną zaczął rozmawiać to przy mojej wiedzy zrobiłbym z niego miazgę. – Opowiada apostata.

- Ze strachu przede mną udawał, że go nie było chociaż wiem, że był albo złośliwie szedł spowiadać do konfesjonału. Mówił mi także, że z Kościoła nie można wystąpić chociaż każdy głupi wie, że można. Dwa lata mnie tak zwodził. Z piętnaście podchodów do tej apostazji zrobiłem. – Denerwuje się na samo wspomnienie. W końcu jednak przerwała się czara
- Skończyły się ziemniaki i został mi sam worek. Wtedy mnie olśniło jak mogę wykiwać kiecuna. Zawołałem dwóch sąsiadów na świadków i wlazłem do worka. Sąsiad spod czwórki go zawiązał i obejrzeliśmy śmierć Ryśka z „Klanu”. Kiedy wygramoliłem się z niego po godzinie, poczułem, że już jestem formalnym apostatą. Dwa lata na to czekałem! Mam już pięć zamówień na wynajęcie mojego worka po ziemniakach.

Rzecznik prasowy Konferencji Episkopatu Polski na nasze pytanie o skuteczność kanoniczną tej metody był wyraźnie zmieszany. – Trudno się wypowiadać słysząc o tej metodzie od dziennikarzy a nie od samego apostaty. Wkrótce Rada Prawna się wypowie na temat a także innych pokrewnych metod, jak zrobienie mostka w samochodzie marki „Żuk”, bo taki przypadek też był. – Odpowiedział naszemu reporterowi.

Jednak pragnący zachować anonimowość ksiądz blisko związany ze sprawą ujawnia:

- Episkopat jest bardzo zaniepokojony tą metodą na schowanie się w worku po ziemniakach. Nie przewidzieliśmy tej możliwości. Biskupi obawiają się, że takie apostazje mogą iść w dziesiątki tysięcy.
(xyz)

Oksana Makar – ofiara synów wpływowych tatusiów…

18-letnia Oksana Makar – ofiara zbiorowego gwałtu, którą napastnicy dusili, a potem podpalili – zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Przed śmiercią matka zmusiła córkę do zwierzeń przed kamerą.
Matka zgwałconej kobiety nagrała w szpitalu film. Na nagraniu widać, jak zmusza cierpiącą dziewczynę do opowiadania o zdarzeniu i pokazywania obrażeń na ciele. Jest bardzo natarczywa.

Ukrainka pokazuje między innymi zakrwawiony opatrunek i mówi o karze, jaka powinna spotkać jej oprawców.

Oksana Makar – ofiara zbiorowego gwałtu, którą napastnicy dusili, a potem podpalili – przez dwa tygodnie walczyła o życie. Miała poparzoną ponad połowę ciała, poważne obrażenia płuc, amputowano jej też prawą rękę, by powstrzymać gangrenę.
Wcześniejsze doniesienia mówiły też o amputacji stóp. Szef oddziału leczenia oparzeń Emil Fistal powiedział, że u chorej rozpoczęło się krwawienie z płuc i doszło do zatrzymania akcji serca.

Do zakończonego tragicznie zdarzenia doszło 9 marca w Mikołajowie, na południu Ukrainy; dwaj młodzi mężczyźni zaprosili do domu kolegi poznaną w barze 18-letnią dziewczynę, którą zgwałcili, a kiedy zagroziła, że poinformuje o wszystkim milicję, zaczęto ją dusić. Gdy sprawcom wydawało się, że ofiara nie żyje, wynieśli ją na plac budowy i podpalili.

www.seopoz.pl - Katalog seo | korepetycje d