Infoportal24h.pl to serwis informacyjny aktualizowany na bieżąco.

Sadyści z Auschwitz. Oprawcy po podstawówce…

Mordowali z uśmiechem na twarzy!
naziDziewczyny ze służb pomocniczych obozu i esesmani. Międzybrodzie Bialskie, ośrodek wypoczynkowy SS, 1944 r
Kompleks obozowy Auschwitz był doskonale zorganizowaną, prężnie funkcjonującą fabryką, w której stosowano przemysłowe metody zabijania. Mordowanie setek tysięcy „podludzi” wymagało sporych sił i środków, stąd tak rozbudowana administracja i liczny personel obozu. Nie brakowało wśród nich sadystów, którzy znęcali się nad więźniami ot tak, dla rozrywki.

Pełna lista funkcjonariuszy SS z obozu liczy 9519 nazwisk – wynika z wstępnych ustaleń krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, prowadzącego od lat śledztwo oświęcimskie.

Większość esesmanów było ludźmi z nizin społecznych. Spośród badanej grupy aż 70 proc. zakończyło edukację na szkole podstawowej. Wyższe wykształcenie posiadało zaledwie 5,5 proc. zbrodniarzy. Wśród nich lekarze prowadzący pseudomedyczne doświadczenia. Tu niekwestionowanym „królem” był dr Josef Mengele, „Anioł z Auschwitz” – człowiek o twarzy dziecka, znany z eksperymentów nad tzw. ciążą mnogą czy też dziedziczeniem cech u karłów i bliźniąt.
gateBrama wejściowa obozu koncentracyjnego Auschwitz I.
Obozem zarządzali komendanci, a w całej historii tego ponurego miejsca było ich trzech: Rudolf Höss, Arthur Liebechenschel i Richard Baer.

– Pierwszy z nich był awanturnikiem i żołnierzem Freikorpsu, w 1923 r. trafił na kilka lat do więzienia za udział w mordzie politycznym. Ale potem – jak mogło się wydawać – ustatkował się, ożenił i zajął pracą na roli. To była jego pasja. Określał siebie mianem agronoma. Z kolei Liebehenschel był urzędnikiem. Gdyby nie wojna pewnie pracowałby na poczcie, w banku lub urzędzie skarbowym. Baer był cukiernikiem – mówi kierownik Centrum Badań w Muzeum Auschwitz dr Piotr Setkiewicz w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej. Właściwi ludzie na „właściwym” miejscu?
MengeleRichard Baer, Josef Mengele i Rudolf Hoess. Międzybrodzie Bialskie, ośrodek wypoczynkowy SS, 1944
Kariera urzędnicza komendantów Auschwitz, podobnie jak zarządców wielu innych obozów, nie powinna dziwić. Wielu zbrodniarzy, którzy „wybili się” w czasie wojny, było zdegenerowanych, podatnych na korupcję itd. Totalitarny ustrój III Rzeszy ułatwiał szybki awans osobom, które – w czasach pokoju i demokracji – nigdy sukcesu by nie odniosły. Gdyby nie triumf nazistów, taki Heinrich Himmler, absolutna czołówka wśród dygnitarzy III Rzeszy, wiódłby zapewne spokojny żywot na fermie drobiu, zamiast być panem życia i śmierci.

Załoga Auschwitz była mieszanką Niemców (zdecydowana większość), folksdojczów – wcześniej obywateli państw okupowanych i sprzymierzonych z III Rzeszą (Słowaków, Rumunów czy Węgrów). Wśród tysięcy bezpośrednich lub pośrednich sprawców masowej, planowej zbrodni na narodzie żydowskim znajdowało się wielu sadystów, którzy znęcali się nad więźniami obozu dla samego faktu znęcania się. Oto niektórzy z nich:

Karl Fritzsch (1903-1945)

Był kierownikiem obozu, a zarazem zastępcą komendanta Hössa. To Fritzsch właśnie „witał” pierwszych więźniów Auschwitz – Polaków, którzy przybyli tam z Tarnowa w czerwcu 1940 roku.
KarlKarl Fritzsch
– Przyjechaliście tutaj nie do sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia jak przez komin. Jeśli komu się to nie podoba, to może zaraz iść na druty. Jeżeli w transporcie są Żydzi, to nie mają prawa żyć dłużej niż dwa tygodnie. Jeżeli są księża, mogą żyć jeden miesiąc, reszta tylko trzy miesiące – takie słowa usłyszeli ci, którzy po raz pierwszy przeszli pod napisem „Arbeit macht frei”. Niemcy nie zamierzali darować im życia. Fritzsch również. Skazał na śmierć z głodu m.in. ojca Maksymiliana Kolbego.

Gerhard Palitzsch (1913-1944)

Jeden z największych katów obozu, esesman, który miał na sumieniu tysiące ludzkich żyć. Doświadczony oprawca, zanim trafił do Auschwitz służył m.in. w Buchenwaldzie i Sachsenhausen. Starał się nie opuszczać żadnej większej akcji rozstrzelania więźniów obozu, organizował też akcje ich gazowania. Dopuszczał się takich bestialstw, z gwałtami na więźniarkach włącznie, że budził odrazę nawet u niektórych przełożonych. W końcu został aresztowany, najpierw wydalono go z Auschwitz i osadzono w obozie karnym dla SS, a potem wysłano na front.
GerhardGerhard Palitzsch.
– Obojętny i opanowany, bez pośpiechu i z nieporuszoną twarzą wykonywał swoje okropne dzieło. W czasie jego służby przy komorach gazowych miał zawsze nieruchomą twarz. Był prawdopodobnie tak zahartowany psychicznie, iż mógł bez przerwy zabijać, o niczym nie myśląc – charakteryzował Palitzscha komendant Höss.

Oswald Kaduk (1906-1997)

Kolejny oprawca, któremu po wojnie udowodniono udział w morderstwie setek więźniów. Urodzony w Chorzowie Kaduk, nazywany przez więźniów „Diabłem”, był najpierw wartownikiem, następnie kierownikiem jednego z obozowych bloków i podoficerem raportowym. Zyskał szczególnie ponurą sławę za sprawą wymyślnych tortur, jakie stosował w stosunku do uwięzionych, często w stanie upojenia alkoholowego.
OswaldOswald Kaduk.
– Jedna z kobiet nie chciała zdjąć biustonosza. Kaduk zerwał go z niej. Przy okazji opowiedział pozostałym, jak to jest przyjemnie, kiedy wpędza się nagie kobiety do komory gazowej i obłapuje je przy tym za piersi. Kaduk był z nich najgorszy. Głowami więźniów bawił się jak piłką do boksowania – mówił w czasie procesu esesmana jeden ze świadków, Friedrich Skrein.

Mimo że po wojnie sądzony i skazany w tzw. drugim procesie oświęcimskim (toczącym się w latach 1963-1965 we Frankfurcie nad Menem), nie odsiedział kary dożywocia ze względu na stan zdrowia. Dożył sędziwego wieku i zmarł na wolności.

Stefan Baretzki (1919-1988)

Człowiek podobnego pokroju, z zamiłowaniem do makabry. Bali się go wszyscy. Organizował „zabawy” polegające m.in. na zmuszaniu osadzonych do walki. Rywalizacja dostarczała Baretzkiemu rozrywki, ale więźniom wcale nie zapewniała przetrwania…
StefanStefan Baretzki.
Esesman przechadzał się po obozie z kijem, którym okładał kogo chciał, bez względu na wiek czy płeć. Potrafił zakatować tym kawałkiem drewna na śmierć. Nawet matki i ich małe dzieci. Po wojnie skazany na dożywocie; odebrał sobie życie w 1988 roku.

Hans Aumeier (1906-1948)

– Tylko zmarły więzień jest więźniem przyzwoitym – miał mawiać zbrodniarz, który od 1943 roku pełnił funkcję kierownika obozu. Podobnie jak wielu jego towarzyszy w mundurach spod znaku trupiej czaszki, osobiście doglądał egzekucji pod Ścianą Straceń.
HansHans Ausmeier
Miał sporą władzę – sam dokonywał selekcji więźniów, znęcał się nad nimi lub bez pardonu wysyłał na śmierć. Skazano go w pierwszym procesie oświęcimskim (toczył się w Krakowie w grudniu 1947 roku), a następnie stracono na szubienicy.

Josef Klehr (1904-1988)

Z zawodu stolarz, z praktyką pielęgniarza. W Auschwitz był najpierw sanitariuszem SS, potem lekarzem garnizonowym. Kierował też tzw. zespołem dezynfekcyjnem, której jednym z zadań było uzupełnianie stanu Cyklonu B w komorach gazowych.
JosefJosef Klehr
Klehr był jednak najbardziej znany jako oprawca „w białych rękawiczach” – bo zabijał głównie za pomocą dosercowych zastrzyków śmiercionośnego fenolu. Po wojnie sądzony w drugim procesie oświęcimskim. Skazany na dożywocie, opuścił więzienie w 1988 roku, na krótko przed śmiercią.

Maximilian Grabner (1905-1948)

Człowiek z „duszą na ramieniu” – taki przynajmniej spogląda na nas z zachowanej fotografii, wykonanej przez obozowego fotografa Wilhelma Brassego. – Powiedział, że zależy mu na ładnym zdjęciu, bo chce je wysłać rodzinie. Nawet zwrócił się do mnie „Bitte Sie”. (…) Zdjęcie rzeczywiście wyszło dość dobrze. Oczy miał rozjaśnione i lekki uśmieszek. Wyglądał na tym zdjęciu jak człowiek łagodnego usposobienia, a był przecież okazem wszelkiego zła i zbrodni w obozie – wspominał Brasse.
MaxMaximilian Grabner
Wiedział, że robił zdjęcie prominetnej postaci – szefowi obozowego gestapo. W przeszłości Grabner był, podkreśla fotograf, pasterzem na halach Austrii, „prostakiem”. W obozie – prawdziwy pan wszystkiego. To on lekką ręką decydował o tym, kto i kiedy zostanie rozstrzelany; przewodniczył tzw. sądom doraźnym. Zanim uśmiercał swe ofiary, katował je w czasie przesłuchań. W czasie tych czynności – o czym świadczą relacje więźniów – dobrze się bawił, żartował i głośno się śmiał. Czuł się tak swobodnie, że naraził się nawet swoim mocodawcom. Został odsunięty ze względu na zbytnią samowolę oraz nadużycia finansowe. Powieszony po pierwszym procesie oświęcimskim.

Do załogi SS formalnie nie należały kobiety, choć niekiedy odznaczały się one większą brutalnością niż męski personel Auschwitz. Szczególnie złą sławą cieszyły się nadzorczynie obozu, a wśród nich:
Imra Grese (1923-1945)

W obozie zaczynała jako telefonistka. Później „awansowała” stając się postrachem więźniarek. Najczęściej biła je pejczem, a także zmuszała – jako biseksualistka – do kontaktów płciowych. Pomagała dr. Mengele selekcjonować kobiety „nadające się” do eksperymentów.
IrmaIrma Grese
Z wyglądu niepozorna, urodziwa blondynka, nazywana „piękną Bestią”. – Miała niebieskie duże oczy, ciemne brwi, ładnie zarysowane w łuk, rzęsy ciemne, długie, cerę bardzo ładną, jasną, pięknie osadzoną szyję. Głos miły, niski, nogi śliczne, stopy drobne – opisywała oprawczynię więźniarka Stanisława Rachwał. Przesłuchiwana przez aliantów po wojnie Grese nie przyznawała się do „złego traktowania” więźniów. Stracona jeszcze w 1945 roku.

Johanna Borman (1893-1945)

Nazywana „kobietą z psami”, gdyż w pamięci więźniów zapisała się głównie jako zbrodniarka, która skazywała nie mogące i nie potrafiące się bronić osoby na pożarcie przez wilczury. Była bliską współpracowniczką Grese – obie stracono na szubienicy tego samego dnia.
JohannaJohanna Bormann

Maria Mandel (1912-1948)

Kolejna sadystka, główna nadzorczyni obozu dla kobiet Auschwitz II – Birkenau. Budziła postrach nie tylko wśród więźniarek, ale także w gronie podwładnych. Zabijała własnoręcznie, maltretowała, jednym słowem skazywała na śmierć lub zsyłała do domów publicznych, funkcjonujących na terenie obozu. Bez litości obchodziła się nawet z noworodkami. Te ginęły od uderzeń, z głodu lub w płomieniach.
MariaMaria Mandel
– U niej nie było prawa łaski. Inni wyciagali pewne osoby, a ona była bezwgzlędna. Posyłała do gazu, jeśli ktoś miał obdartą piętę albo odmarznięty palec. Nic nie pomagały prośby więźniarek, które całowały jej buty – zeznawała była więźniarka Anna Szyller. Postrach kobiet w Auschwitz, osławiona „Mańcia Migdał” – jak ją nazywano w obozie – została osądzona w drugim procesie oświęcimskim. Zawisła na szubienicy.

Nie sposób wymienić wszystkich zbrodniarzy, którzy w wyrafinowany sposób znęcali się i mordowali więźniów Auschwitz. Po wojnie polskie sądy oskarżyły o zbrodnie wojenne prawie 700 członków załogi obozu. Komendant Höss usłyszał wyrok śmierci w Warszawie w 1947 roku, po czym został stracony na terenie obozu, którym zarządzał. Oprawców sądzono także za granicą, m.in. na terenie NRD, Austrii czy Czechosłowacji.

Sprawiedliwość dosięgła tylko mały procent katów, bo tych – w świetle najnowszych ustaleń IPN – było prawie 10 tys. Niektórzy wciąż „czekają” na osąd.

Z kim krzyżowali się ludzie?

neandi
Wyniki badań zaprezentowane na spotkaniu Royal Society wskazują, że populacja Ziemi jest wynikiem krzyżowania się Homo sapiens z neandertalczykami, denisowianami, a nawet niezidentyfikowanym dotąd podgatunkiem, który żył w Azji przed kilkudziesięcioma tysiącami lat. Czy zrewolucjonizuje to wiedzę o początkach człowieka?
____________________

Prof. Mark Thomas (ur. 1954) – genetyk ewolucyjny z University College of London w przemówieniu na spotkaniu Royal Society z 18 listopada br., tak podsumował obraz ziemskiej populacji w świetle najnowszych badań: „Wydaje się, że patrzymy na świat rodem z Tolkiena, który zamieszkują różne populacje humanoidalnych istot.”

Jego opinia wiązała się z zaprezentowaniem przez badaczy uzupełnionego genomu neandertalczyka oraz tzw. człowieka z jaskini Denisowa – mało znanego podgatunku zidentyfikowanego w 2010 r. w oparciu o szczątkowe znaleziska na Ałtaju. Pracami nad tym kierowali prof. David Reich z Harvard Medical School oraz prof. Svante Pääbo z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku.

Do badań użyto materiałów znalezionych we wspomnianej jaskini Denisowa (Kraj Ałtajski, Rosja), w prehistorii zamieszkiwanej naprzemiennie przez Homo sapiens i konkurujące z nim gatunki. Analizując genom „denisowian” Reich ustalił, że krzyżowali się oni z neandertalczykami oraz przodkami dzisiejszych mieszkańców Chin i innych części Azji Wschodniej oraz Oceanii. Co najciekawsze, mieszali się również z innym niezidentyfikowanym gatunkiem, który nie był ani człowiekiem współczesnym, ani neandertalczykiem i żył na Ziemi przed 30-50 tys. lat.

Chris Springer – paleoantropolog z Londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej (który nie brał udziału a badaniach) uznał, że tajemniczy podgatunek człowieka mógł być spokrewniony z tzw. człowiekiem heidelberskim, uznawanym za pomost między Homo erectus a neandertalczykami.

Przedstawione wyniki badań mogą zrewolucjonizować wiedzę o początkach człowieka, bowiem sugerują, co odpowiada za genetyczną różnorodność współczesnych mieszkańców Ziemi. Według dotychczasowych szacunków, większość ludzi posiada ok. 2% domieszki genów neandertalskich, zaś niektóre grupy ludności – jak Papuasi czy Aborygeni – 4% DNA zbieżnego z denisowanami.
Żródło: INFRA

Dziwna formacja u wybrzeży Australii.

australia(fot. sxc.hu)
Najbardziej znanym potworem wodnym pozostaje ten z Loch Ness, ale niewykluczone, że równie głośno będzie wkrótce o monstrum z Australii. Tak przynajmniej twierdzą tamtejsi kryptozoolodzy. Wszystko po publikacji zapisów pochodzących z jednego z radarów, które znajdują się na zachodnim wybrzeżu kontynentu, na których można zobaczyć regularne, wijące się linie. W całej sprawie pojawia się mnóstwo wykluczających wzajemnie się opinii.
Pierwsze przeprowadzone badania pozwoliły stwierdzić, że nie mamy do czynienia z żadną anomalią meteorologiczną ani samolotem. Takie głosy pojawiły się w pierwszej kolejności, zaraz po tym, jak ujawniono niecodzienne zdjęcia pokazujące ścieżkę, jaką poruszał się olbrzymi, niezidentyfikowany obiekt. Później swoją opinię wydali zwolennicy teorii spiskowych.
Formacja, która ma aż 80 kilometrów długości, została zauważona pierwszy raz w pobliżu wyspy Rottnest, stąd też nazwa, jaką ochrzczono domniemaną istotę, określając ją mianem potwora z Rottnest – pojawiająca się w australijskich mediach nazwa koresponduje z tą, która została nadana zwierzęciu występującemu rzekomo w szkockim jeziorze Loch Ness,

Spekulacje, które pojawiły się w mediach oraz na wielu forach internetowych po tym, jak ujawniono treść niecodziennych zapisów z radaru, nasiliły się, gdy dziwna manifestacja została zaobserwowana powtórnie w czwartek – poinformował dziennik „Daily Mail”.
strange_object(fot. za Daily Mail)
W czasie, kiedy część mediów oraz internauci sami dorabiali historię do opublikowanych raportów, swoje stanowisko przedstawiły władze. Przedstawiciele Ministerstwa Obrony twierdzą, że winę za całe zamieszanie ponosić mogą prowadzone przez wojsko w tym rejonie testy.

„Niezwykłe wzorce, które najpierw pokazały się w środę na aparaturze radarowej w Biurze Meteorologii Perth były wynikiem ćwiczeń obronnych, realizowanych na zachodnim brzegu Australii” – powiedział rzecznik Ministerstwa Obrony. „Ćwiczenia te są elementem regularnych treningów, do których angażowane są statki, samoloty i są zaprojektowane w taki sposób, by przygotować Marynarkę Wojenną na rozwinięcie operacyjne”.
Dość pokrętne tłumaczenie rzecznika Ministerstwa Obrony nie dla wszystkich okazało się satysfakcjonujące. Jedną z osób, które powątpiewają w tego typu tłumaczenia, jest Sean Gray – administrator serwisu WA Weather Group. Twierdzi on, że ćwiczenia militarne były prowadzone w tym regionie od zawsze, ale nigdy nie prowadziły one do powstawania takich anomalii. Także specjaliści z Biura Meteorologii uważają, że trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie dla regularnych kształtów, które zobaczyć można było za pomocą aparatury radarowej.

„To z pewnością nie jest nic, co miałoby charakter zjawiska meteorologicznego. Na pewno nie jest to chmura” – powiedział meteorolog Rabi Rivett, który powątpiewa również w to, by przyczyną zagadkowej manifestacji były manewry wojskowe.
Można się spodziewać, że takie pogmatwane tłumaczenia strony rządowej w dalszym ciągu będą powodować efekt przeciwny do zamierzonego, a fala konspiracyjna będzie się nasilać. Ani tłumaczenia przedstawicieli Ministerstwa Obrony, ani hipotezy internautów nie zbliżają nas jednak do poznania prawdziwych przyczyn interesującej zagadki.

(rc/ac)

Inteligentny celownik już w amerykańskiej armii.

Amerykańska armia testuje „inteligentny” celownik
army(fot. 123rf.com)
Amerykańska armia testuje karabin wyposażony w „inteligentny” układ celowania – informuje serwis “BBC News”. Dzięki elektronicznemu celownikowi firmy Tracking Point z Teksasu, strzelec może wstępnie oznaczyć cel wiązką lasera. Po naciśnięciu spustu karabin wystrzeli tylko wówczas, gdy jest pewność, że pocisk trafi w cel. Ma to zapobiegać takim problemom jak błędna ocena odległości czy przypadkowy wystrzał.

Wbudowany w celownik komputer (działający w systemie Linux) potrafi obliczyć i skompensować 16 zmiennych, takich jak m.in. temperatura, kierunek wiatru czy ruch wirowy pocisku. Obraz celownika może być transmitowany na smartfona lub tableta.
Jak potwierdziła rzeczniczka armii, sześć karabinów Tracking Point zostało oddanych od oceny specjalistom.

Zdaniem wypowiadających się ekspertów nowa technologia nie zamieni każdego poborowego w snajpera, jednak znacznie poprawi skuteczność ognia – zmniejszy liczbę ofiar wśród ludności cywilnej w działaniach wojennych prowadzonych w krajach takich jak Afganistan.

PAP

Więcej niż dwoje rodziców?Już jest to możliwe!

pregn(fot. sxc.hu)
W Kolumbii Brytyjskiej, która jest pierwszą kanadyjską prowincją umożliwiającą podanie w akcie urodzenia dziecka do czworga rodziców, oficjalnie po raz pierwszy wydany został taki dokument – podały kanadyjskie media.
Trzymiesięczna dziewczynka z Vancouver ma oficjalnie troje rodziców: dwie mamy (są małżeństwem, federalne prawo uznaje małżeństwa osób tej samej płci od 2005 r.) i biologicznego ojca. Nosi też nazwiska trojga rodziców. Rodzice dziewczynki skorzystali z możliwości, które daje prawo rodzinne prowincji Kolumbia Brytyjska. Zmieniono je w listopadzie 2011 r., a zmiany, dzięki którym nie jest potrzebne sądowne rozstrzygnięcie w sprawie aktu urodzenia, tylko zwykłe wypełnienie formularza, weszły w życia w marcu ub. r.
Jak podawały media, obie mamy dziewczynki chciały mieć dziecko, ale chciały też, by ojciec nie był tylko dawcą, lecz by uczestniczył w wychowaniu dziecka. Na ojca wybrały długoletniego przyjaciela jednej z pań, któremu takie rozwiązanie bardzo odpowiadało.

Troje przyjaciół zdecydowało, że w specjalnej umowie określą zakres swoich praw i obowiązków wobec planowanego dziecka. Obie mamy są więc prawnymi opiekunami dziecka i ponoszą pełną finansową odpowiedzialność, natomiast biologiczny ojciec ma zagwarantowane prawo do zajmowania się dzieckiem.

Obowiązujące obecnie w Kolumbii Brytyjskiej Family Law Act (prawo rodzinne) zostało napisane w taki sposób, by chronić interesy dziecka w przypadkach rozstania rodziców. Określa ono odpowiedzialność rodziców, zajmuje się również problemem przemocy w rodzinie (m.in. definiuje, czym jest taka przemoc) i ma wbudowane mechanizmy zachęcające do pozasądowego rozwiązywania potencjalnych konfliktów w drodze mediacji, porozumień czy arbitrażu.
Prawo Kolumbii Brytyjskiej precyzyjnie rozdziela pojęcia rodziców i dawcy (kobiety lub mężczyzny) i m.in. stwierdza, że dawca nie jest automatycznie jednym z rodziców dziecka. Z drugiej strony, Family Law Act zawiera rozdział dotyczący „rodzicielstwa w przypadku innych rozwiązań”. Jest on stosowany w przypadku pisemnych porozumień między rodzicami, zawartych przed poczęciem dziecka i mówi o przyszłym rodzicu lub przyszłych rodzicach oraz potencjalnej matce biologicznej, a także o „dawcy, który zgadza się być rodzicem razem z potencjalną matką biologiczną oraz osobą, z którą matka jest w związku małżeńskim lub związku o charakterze związku małżeńskiego”.

Dziennik „The National Post” przypomniał, że żadna inna kanadyjska prowincja poza Kolumbią Brytyjską nie przewiduje obecnie standardowych formularzy aktu urodzenia z miejscem na wpisanie więcej niż dwóch rodziców, ale istnieje możliwość sądowego przeprowadzenia procedury takiego wpisu. Pierwszy przypadek, gdy sąd umożliwił wpisanie w akcie urodzenia dziecka trojga rodziców miał miejsce w styczniu 2007 r. w Ontario. Chłopiec, którego to postępowanie dotyczyło ma dwie matki i ojca. Przy tym koszty takiego postępowania sądowego wynoszą do 4 tys. dolarów kanadyjskich.
Kiedy w ub.r. nowe prawo wchodziło w życie, w komentarzach podkreślano, że odzwierciedla ono zmiany w strukturach społecznych, w tym w strukturze rodziny.

PAP/ lach/ cyk/

ekstraoferta - SEO Katalog Stron Internetowych
Darmowy Katalog Stron Katari.pl